Olsztyn24

Olsztyn24
02:38
23 lutego 2026
Izabeli, Damiana

szukaj

Ludzie

Polityka

Finanse

Inwestycje

Transport

Kultura

Teatr

Literatura

Wystawy

Muzyka

Film

Imprezy

Nauka

Oświata

Zdrowie

Bezpiecz.

Sport

Bez barier

Wypoczynek

Religia

NGO

BWA

MBpG

MWiM

MBP

WBP

T.Jaracza

Co?Gdzie?

Wideo

Galeria

MK | 2009-10-06 18:43
Jerzy Kulej na spotkaniu z sympatykami w Olsztynie

Jak Jurek zadawał ciosy

Olsztyn
Janusz Porycki (z lewej) i Jerzy Kulej (Fot. MK)

Jak to się stało, że skromny chłopak spod Jasnej Góry wyrósł na dwukrotnego mistrza olimpijskiego i najlepszego pięściarza w Europie? Dlaczego po skończeniu AWF nie został trenerem kadry narodowej i nie poszedł w ślady swego nauczyciela - Feliksa Stamma? I skąd jego udział w filmie „Przepraszam, czy tu biją?”

Na te pytania, zadawane przez dziennikarza sportowego Janusza Poryckiego, odpowiadał 69-letni Jerzy Kulej na spotkaniu z fanami (w tym uczniami jednej ze szkół) w olsztyńskim Muzeum Sportu im. Mariana Rapackiego. A na zakończenie podarował muzeum kopie dwóch złotych medali olimpijskich: z Tokio (1964) i Meksyku (1968). Spotkanie we wtorek (6.10) zorganizował OSiR i Starostwo Powiatowe w Olsztynie.

Bez wątpienia Jerzy Kulej to jeden z największych polskich sportowców. Nauczył się boksować jako nieduży chłopak z Częstochowy, żeby zmierzyć się z wyrośniętym kolegą o imieniu Henio, który go lekceważył na boisku piłkarskim (pyszna anegdota). Potem wypłynął na szersze wody, aż wreszcie trafił na legendarnego Papę Stamma.

Po zakończeniu kariery sportowej ukończył AWF, a potem dwuletnie studium trenerskie, lecz zanim rozwinął skrzydła jako szkoleniowiec, ówczesny prezes PZB zastosował wobec niego prowokację, w wyniku której - jak mówi Kulej - nie mógł kontynuować kariery trenerskiej oraz stracił pracę (jako zawodnik milicyjnego klubu Gwardia był na etacie kapitana MO, choć zgłaszał się tylko po wypłatę). I to była jego życiowa porażka.

Zagrał w filmie Marka Piwowskiego, bo reżyser chciał na planie naturalnie zachowujących się bohaterów, a nie wyuczonych aktorów. Kulej grał obok Jana Szczepańskiego, także mistrza olimpijskiego, ale z Monachium (1972). Obaj grali milicyjnych oficerów z dochodzeniówki, którzy zastosowali wobec włamywaczy... prowokację.

Jerzy Kulej radził więc sobie mając do życia pozytywne podejście, czego nauczyła go jedna pani profesor. Nawet jak padał deszcz, to cieszył się, jaka ta ulewa piękna. Wybudował trzy domy, zakładał trzy rodziny, ale nie uważa tego za przegraną, bo takie jest życie.

Aktualnie jest komentatorem walk bokserskich w Polsacie i ta praca także go cieszy. Sprawozdawcy cenią sobie jego wiedze i doświadczenie, bo na ringu widzi więcej niż inni, potrafi nawet przewidzieć, jaki cios w danym momencie zada któryś z zawodników. I poucza, że w boksie się nie uderza, ale właśnie zadaje ciosy. Bo uderzyć można gołą pięścią albo głową w piłkę. Jeśli się w nią trafi.

UWAGA: W związku z wprowadzeniem do polskiego porządku prawnego z dniem 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) z dnia 27 kwietnia 2016 r. nr 2018/679 (RODO) informujemy, że wyłączyliśmy możliwość komentowania artykułów w serwisie Olsztyn24. Wszystkie dotychczasowe komentarze wraz z danymi osobowymi komentujących zostały usunięte. Osoby chcące wypowiedzieć się na prezentowane na naszych łamach tematy zapraszamy do komentowania na naszym profilu facebookowym oraz kanale YouTube.
Olsztyn24