Olsztyn24

Olsztyn24
21:52
23 maja 2026
Emilii, Iwony

szukaj

Ludzie

Polityka

Finanse

Inwestycje

Transport

Kultura

Teatr

Literatura

Wystawy

Muzyka

Film

Imprezy

Nauka

Oświata

Zdrowie

Bezpiecz.

Sport

Bez barier

Wypoczynek

Religia

NGO

BWA

MBpG

MWiM

MBP

WBP

T.Jaracza

Co?Gdzie?

Wideo

Galeria

Jerzy Szczudlik | 2026-05-23 13:33

Anastazja w krainie czarów

Olsztyn
Scena ze spektaklu (fot. Karolina Jóźwiak)

W zasadzie to do dziś nie wyjaśniono, jakie motywacje kierowały działaniami Marzeny Domaros, ps. Anastazja Potocka. Czy była powiązana z Urzędem Ochrony Państwa i pomagała zbierać haki na polityków odrodzonej ojczyzny? A może nie był to UOP, a redaktor Jerzy Urban, lubiący wkładać kij (w tym przypadku kobietę) w mrowisko? Czy była jedną z tych, którzy w dopiero co na nowo organizującym się państwie dostrzegli łatwy sposób na szybkie zdobycie popularności i majątku? Niewykluczone, że ośmielona wcześniejszymi drobnymi oszustwami, postanowiła dobrze się zabawić i z tej zabawy uczynić styl życia.

Jej barwna, choć krótkotrwała, historia zainspirowała twórców sztuki pt. „Erotyczne immunitety, sex i transformacja” – Jolantę Janiczak, dramaturżkę, autorkę tekstów piosenek i współreżyserkę oraz Wiktora Rubina, reżysera, którzy z pewnością dostrzegli w niej uniwersalność i ponadczasowość. Bo takie spektakle rozgrywają się od zarania dziejów. Ludzi, którzy chadzają na skróty, żerują na innych, spijają śmietankę z działania innych, odcinają kupony od swoich walorów zewnętrznych czy sprytu, nigdy nie brakowało i nie zabraknie. Uwodzenie dla przyjemności i dla zarobku – to zjawisko powszechne. To konkretne zostało nagłośnione, bo sama bohaterka opisała je w dwóch książkach, z których pierwsza (wyartykułowana z pomocą ghostwritera) była bestsellerem. 
 
Kolorytu historii Anastazji P. dodaje czas akcji. Transformacja ustrojowa, która wprowadza do polityki wielu nowych ludzi, niedoświadczonych w życiu parlamentarnym i która rozluźnia rygorystyczne postkomunistyczne obyczaje w sferze publicznej. To czas, kiedy zasady współpracy polityków, mediów i biznesu są jeszcze w powijakach, a zażyłość przedstawicieli władzy z reprezentantami innych dziedzin nie podlega jeszcze napiętnowaniu. Szczególnej aury dodaje też miejsce akcji: polski sejm, tygiel różnorakich poglądów co do kształtu rodzącej się demokracji, kłębowisko barwnych ludzkich charakterów, których raczkująca demokracja uczyniła wybrańcami narodu oraz siedlisko grzechu, któremu sprzyjają wszelkie zgromadzenia, z narodowym na czele. I wreszcie ona, wymarzona postać farsy, komedii, opery mydlanej, dramatu i tragedii jednocześnie. Niedoszła absolwentka polonistyki, nauczycielka, pracownica domu kultury i centrum dziecięcej edukacji teatralnej oraz trójmiejskich mediów. Już wtedy odezwała się w niej żyłka do oszustw, skłonność do manipulacji, kłamstwa i wykorzystywania innych dla korzyści własnych. W 1992 roku wypłynęła na szersze wody, korzystając z wyniesionej ze szkoły znajomości języka Moliera. Jeden z francuskich dziennikarzy pomaga jej uzyskać akredytację prasową przy Sejmie RP jako korespondentki paryskiego dziennika „Le Figaro”. To kolejny smaczek tej malowniczej opowieści, Figaro jest wszak sprytnym sługą, postacią teatralną i operową. Już wtedy Marzena przeistacza się w Anastazję, hrabinę Potocką, co nie wzbudza wątpliwości, zważywszy na utrwalone w narodzie przekonanie o jurności polskich arystokratów oraz unicestwione wraz z komunizmem zawstydzenie płynącą w żyłach błękitną krwią. Wstydu nie czuje też nasza bohaterka, gdy zadłuża się u polityków.
 
Pod koniec 1992 roku ukazuje się książka pt. „Pamiętnik Anastazji P. Erotyczne immunitety”, w której autorka opisuje szczegółowo swoje intymne spotkania ze znajomymi posłami. Spalona w parlamencie jako dama do towarzystwa, planuje kandydowanie do Sejmu kolejnej kadencji. Próbuje też bez powodzenia sił jako piosenkarka. Później słuch o niej zaginął. Ponoć ma córkę o imieniu Nadzieja, co gdyby okazało się prawdą, byłoby całkiem niezłym happy endem jej żałosnych przygód. Dobrze, że twórcy widowiska przypomnieli nam ten ponury jednak przypadek w formie szaleńczej komedii, bo czas nawet tragiczne wydarzenia potrafi wyśmiać, dodać dystansu i wydobyć z nich ironię, by krytyka była bardziej subtelna. Niestety niektóre sceny w olsztyńskim przedstawieniu (choćby bidet w makiecie budynku sejmowego) do wysublimowanych raczej nie należały. Aktorzy (Milena Gauer, Barbara Prokopowicz, Agnieszka Giza-Gradowska, Zuzanna Wicka, Maciej Cymorek, Radosław Hebal, Marcin Kiszluk, Wojciech Rydzio, Mikołaj Trynda i gościnnie Kamil Drężek oraz studenci) dwoją się i troją, wciągając widzów w beztroską zabawę. Często wyobrażam sobie naszych posłów w krótkich spodenkach, a tu kostiumolog, Rafał Domagała, poszedł dalej, bo rozebrał ich do bokserek lub slipek. Na dodatek reżyser kazał niektórym pozbyć się też bielizny i zaprezentować walory nie tylko aktorskie. Bazarowe marynarki dopełniły siermiężnego wizerunku pierwszego wolnego parlamentu. W tym miejscu warto wspomnieć o ostatniej teatralnej modzie na kreowanie postaci męskich przez aktorki. Nie czepiam się, tym bardziej, że jedna z nich, Barbara Prokopowicz, zbudowała świetną komiczną kreację, a jej obrazowa wizja idyllicznych wiejskich scenek w wykonaniu studentek miejscowego studium to istna perełka. Jak już jestem przy pochwałach, to nagrodę za rolę męską otrzymuje ode mnie Marcin Kiszluk, m.in. za brawurowe wykonanie piosenki Bryana Adamsa „Everythink I do I do it for you”. Wiadomo, wszystko co robią posłowie, robią przecież dla nas. Na pokuszenie wodziła, jak Bóg ją stworzył, Milena Gauer. Znana ze znakomitych ról wyzwolonych kobiet i tym razem, za sprawą autorki tekstu, nie poprzestała na odegraniu prowincjuszki, która uwierzyła, że wraz z nowa erą wszystko jej się po prostu należy. Wzięła więc swoje życie w swoje ręce i nie tylko. W swoim prawdziwym życiu pogubiona i zapomniana blagierka i manipulatorka, w spektaklu odradza się jako bojowniczka o prawa kobiet.
 

Po tej jeździe bez trzymanki refleksje wcześniej czy później się pojawią. Bo o ile początek transformacji, brak doświadczenia i obycia parlamentarnego mógłby być nieśmiałym wytłumaczeniem tej erotycznej afery, to wszystkie późniejsze trzeba już złożyć na karb ludzkiej naiwności, bezczelności, słabości i innych wad, przed którymi nie chroni otrzymany mandat poselski. Nawet w szeregach partii głoszącej świętość rodziny, prymat religii i czystość moralną, zaskakuje mnogość incydentów pod hasłami: pożądliwość, żądza i pazerność. I to pomimo starań jej prezesa, by noce też poświęcić na głosowanie zamiast na baraszkowanie. No cóż, mandat kojarzy się z odpowiedzialnością, immunitet natomiast z wolnością. Mimo że jest on przypisany jedynie do działalności politycznej, wielu posłów miewa ciągoty, by zamieniać go w tarczę, za którą hulaj dusza, piekła nie ma. Smutną pospektaklową konstatacją jest, że ten surrealistyczny obraz naszego parlamentu oglądamy po dziś dzień. Pokłady hipokryzji, bożoojczyźnianych obsesji i zacietrzewienia budzą przerażenie, a jeśli śmiech, to z bezradności. We foyer teatru dały się słyszeć głosy, że to nieco przydługie widowisko można byłoby skrócić o kilka męskich członków, choć pewnie oburzenie epatowaniem seksem dopiero nadejdzie. No cóż, parlamentarzyści zawsze potrafili załatwić sobie dyspensę, a teatr już po wsze czasy tonął będzie w grzechu.
 
Istnieją niewielkie szanse na zmianę ludzkich charakterów. Pozostaje nam więc jedynie rozsądnie wybierać do nomen omen ciał przedstawicielskich ludzi, którzy potrafią utrzymać na wodzy chcicę i chciwość. Sejm niech pozostanie parlamentem, a tragedie i słabości człowieka oraz jego zachowania nieparlamentarne zostawmy teatrom. Cokolwiek by nie powiedzieć, to nasza rodaczka na długo przed aferą MeToo odegrała się na mężczyznach, którym się wydaje, że mając władzę i pieniądze mogą bezkarnie wykorzystywać kobiety i dzieci. Anastazji P. daleko do lady Makbet, Balladyny, Kleopatry czy Salome, ale dzięki olsztyńskiej scenie wdarła się do grona teatralnych femme fatale.
 
Jerzy Szczudlik

UWAGA: W związku z wprowadzeniem do polskiego porządku prawnego z dniem 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) z dnia 27 kwietnia 2016 r. nr 2018/679 (RODO) informujemy, że wyłączyliśmy możliwość komentowania artykułów w serwisie Olsztyn24. Wszystkie dotychczasowe komentarze wraz z danymi osobowymi komentujących zostały usunięte. Osoby chcące wypowiedzieć się na prezentowane na naszych łamach tematy zapraszamy do komentowania na naszym profilu facebookowym oraz kanale YouTube.
Olsztyn24