Olsztyn24

Olsztyn24
21:21
08 lutego 2026
Sebastiana, Jana

szukaj

Ludzie

Polityka

Finanse

Inwestycje

Transport

Kultura

Teatr

Literatura

Wystawy

Muzyka

Film

Imprezy

Nauka

Oświata

Zdrowie

Bezpiecz.

Sport

Bez barier

Wypoczynek

Religia

NGO

BWA

MBpG

MWiM

MBP

WBP

T.Jaracza

Co?Gdzie?

Wideo

Galeria

Marek Książek | 2008-03-29 12:18

Amerykańska filozofia westernu

Olsztyn
Krzysztof Mroziewicz, korespondent zagraniczny, publicysta, dyplomata

Marek Książek rozmawia z Krzysztofem Mroziewiczem, korespondentem zagranicznym, publicystą, dyplomatą

- Ostatnio wybuchła nowa afera medialna: „Gazeta Wyborcza” ujawniła, że na portalu Nasza Klasa swoje zdjęcia z misji w Afganistanie zamieścili żołnierze kontrwywiadu wojskowego. To chyba brak profesjonalizmu?

- Niestety, nie mam najlepszego zdania o tych służbach, odkąd zaczął się nimi zajmować ktoś, kto w ogóle nie powinien być do nich dopuszczony...

- Mówi Pan o Antonim Macierewiczu?

- O Macierewiczu. Ponieważ szkód narobiono tyle, że ich skutki będą dręczyły wojsko jeszcze 15-20 lat.

Osłona kontrwywiadowcza chyba jest bardzo istotna w takich misjach?

- Po pierwsze kontrwywiad w takich misjach jak w Afganistanie nie jest do niczego potrzebny, bo to formacja, która sprawdza, czy w szeregach mojej armii nie ma nikogo, kto np. został kupiony przez talibów. Czyli to są szpicle, którzy mają pilnować, żeby w Afganistanie jakaś Afganka nie weszła pułkownikowi do łóżka. Tak jakby to w ogóle było możliwe. Tam jest potrzebny wywiad.

- Misja w Afganistanie jest konsekwencją walki z terroryzmem wywołanej atakiem na Nowy Jork 11 września 2001 roku. Tak samo jak wojna w Iraku, która trwa już pięć lat, choć miała być krótka. W ogóle była potrzebna?

- Ja dzisiaj patrzę na to trochę inaczej niż komentowałem tę wojnę w momencie jej rozpoczęcia. Bo jeżeli wtedy Sojusz (Północnoatlantycki - przyp. red.) mówił, że tam jest bomba atomowa, tam jest broń chemiczna i biologiczna...

- Pan w to wierzył?

- To nie jest kwestia wiary! Pan jest moim sojusznikiem i mówi do mnie: „Tam jest ta broń, idziemy ją zlikwidować”, no to idziemy, nie ma co dywagować. A potem się okazuje, że to kompletna bzdura.

- Jakiś brytyjski dziennikarz zauważył, że to pierwsza w dziejach wojna, która się zakończyła, zanim znaleziono powód jej wywołania. A dziś wiemy, że kosztowała 525 mld dolarów, zginęło ponad 4 tysiące żołnierzy amerykańskich...

- Żołnierzy, a ochroniarzy? Bo przecież to jest sprywatyzowana operacja wojskowa. Tam idą żołnierze do ataku pod osłoną ochroniarzy z prywatnych firm! A ilu ich ginie to nie wiadomo, bo to są cywile.

- A ilu cywilnych Irakijczyków. Dziesiątki, setki tysięcy?

- Mówi się o 400 tysiącach.

- Czy to jest odpowiednia cena za obalenie jednego dyktatora Saddama Husajna?

- Stary Bush miał możliwość jego obalenia, ale uznał, że na jego miejsce przyjdzie taki sam bandzior i nic się nie zmieni.

- A młody Bush wysłał tam wojsko także po to, by walczyło z terroryzmem. A czy do tego najlepsza jest armia a nie siły specjalne, policja, brygady antyterrorystyczne?

- Istotnie, armia nie jest w stanie stawić czoła terrorystom, bo właściwie nie wiadomo, kim oni są, skąd zaatakują. Ale z kolei jest to za poważna robota dla policji i na dobrą sprawę nie wiadomo, kto ma z tym walczyć.

- Czyli trochę usprawiedliwia Pan atak wojskowy na Irak?

- To znaczy Amerykanie musieli pokazać całemu społeczeństwu po zamachu na WTC, że jednak nie da się bezkarnie atakować Ameryki. Więc w odwecie rzucili siły na Afganistan i Irak, ale skutki tego są żadne.

- Czyli uznali po amerykańsku, że trzeba komuś dokopać, aby pokazać swą siłę?

- To jest właśnie ta filozofia westernu.

- Co prawda był Pan korespondentem wojennym w Afganistanie i Sri Lance, ale nikt chyba nie przebije Ryszarda Kapuścińskiego, choć na frontach on bywał wcześniej. A co dzisiaj znaczy być korespondentem wojennym?

- Dzisiaj wojna wygląda inaczej niż 50 czy 30 lat temu. Kiedyś wojny prowadziło się według podręcznika Clausewitza. Powiedzmy, że jest bitwa o Monte Cassino. Niemcy - Anglicy. Jedni umundurowani, drudzy umundurowani. Mniej więcej ten sam typ broni i mniej więcej te same reguły. A dzisiaj pan idzie na wojnę i właściwie nie wiadomo, gdzie jest przeciwnik, czy używa sprzętu elektronicznego, skąd rakieta leci 2000 kilometrów? Kiedyś strony walczące szanowały dziennikarzy, a dzisiaj wali się do nich jak do kaczek.

- Tak zginął Waldemar Milewicz z TVP. Ale czy nie jest tak, że dzisiaj korespondenci wojenni chodzą stadami? A właściwie, co wychwycił Kapuściński, jeden patrzy na drugiego, gdzie on wyruszy i pędzą za nim. A w tym czasie w innym miejscu dzieje się wiele innych ciekawszych rzeczy?

- Są wojny zapomniane, na które nikt nie jeździ, bo tam jest niewygodnie, nie ma hoteli, nie ma co jeść, nie ma co pić, a jak jest konflikt w Jerozolimie czy Bagdadzie, to wszyscy siedzą na kupie i wysyłają te same wiadomości. Na ogół korespondenci sobie pomagają, chyba że są to agencje konkurujące ze sobą.

- Wróćmy do kraju: półtora roku temu niektóre media, w tym publiczna TVP w „Misji specjalnej” zarzuciły Panu, ale także innym znanym dziennikarzom, np. Danielowi Passentowi, a nawet Kapuścińskiemu, współpracę ze służbami PRL. Sądzi Pan, że to była jakaś sterowana akcja?

- Jeśli idzie o Kapuścińskiego, to chodziło o obalenie autorytetu, bo to niewątpliwie najlepszy polski dziennikarz w historii polskich mediów. No to zrobić mu takie świństwo to tak jak Jurek Pilch napisał, że nasrali mu do grobu. Audycje typu „Misja specjalna” to jest dziennikarstwo dworskie; oni się wysługują aktualnej elicie władzy, teraz już byłej, i jak do kogoś mogą wystrzelić, to chętnie to robią, bo sami mają upaprane łapy po łokcie. Z tych wymienionych ani ja, ani Passent, ani kto tam jeszcze (Wojciech Giełżyński - przyp. red.) nie robili nic innego ponad to, co do nas należało. A że ktoś nas kiedyś okradał z korespondencji zagranicznych i robił z tego własne raporty, to osobna sprawa i dopiero teraz to wyłazi. Ale jak pan widzi, ja się nie boję stanąć przed publicznością i powiedzieć ludziom o tym. Gdyby mnie oskarżono, że pisałem donosy na kolegów w redakcji, to co innego. Ja byłem na wojnie i dostarczałem wiadomości, które w większości ukazywały się w Biuletynie Specjalnym PAP w nakładzie 200 egzemplarzy i były na wagę złota dla elity władzy w Polsce. Czytali to wszyscy ministrowie. I z tego powodu stawiać mi zarzuty, że byłem współpracownikiem wywiadu wojskowego? Ja pół roku po tym ataku nie mogłem dojść do siebie. Na szczęście ludzie potrafią to właściwie ocenić i mam z ich strony tylko pozytywne reakcje.

******

Krzysztof Mroziewicz, publicysta „Polityki” były ambasador w Indiach, Sri Lance i Nepalu, promował wczoraj (28.03) swoją najnowszą książkę „Czas pluskiew” w kawiarni literackiej Książnicy Polskiej w Olsztynie.

UWAGA: W związku z wprowadzeniem do polskiego porządku prawnego z dniem 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) z dnia 27 kwietnia 2016 r. nr 2018/679 (RODO) informujemy, że wyłączyliśmy możliwość komentowania artykułów w serwisie Olsztyn24. Wszystkie dotychczasowe komentarze wraz z danymi osobowymi komentujących zostały usunięte. Osoby chcące wypowiedzieć się na prezentowane na naszych łamach tematy zapraszamy do komentowania na naszym profilu facebookowym oraz kanale YouTube.
Olsztyn24