Olsztyn24

Olsztyn24
00:40
11 lutego 2026
Lucjana, Marii

szukaj

Ludzie

Polityka

Finanse

Inwestycje

Transport

Kultura

Teatr

Literatura

Wystawy

Muzyka

Film

Imprezy

Nauka

Oświata

Zdrowie

Bezpiecz.

Sport

Bez barier

Wypoczynek

Religia

NGO

BWA

MBpG

MWiM

MBP

WBP

T.Jaracza

Co?Gdzie?

Wideo

Galeria

Tadeusz Iwiński | 2013-08-24 12:38

Bornholm – Rugia i Uznam – Zachodnie Wybrzeże Polski – Borne Sulinowo

Olsztyn
 

Pamiętam, że wiele lat temu w środowisku studenckim popularne było powiedzenie „Monogamia nie mylić z monotonią”. Owo niepoprawne obyczajowo sformułowanie przyszło mi na myśl w kontekście tematyki blogów, która powinna być różnorodna. Tym razem więc nieco inny niż zazwyczaj tekst, będący garścią uwag i spostrzeżeń z niedawnej, dość krótkiej - urlopowej - podróży samochodowej na Bornholm.

Bardzo lubię, podobnie jak wiele osób, wyspy - zarówno te bliższe, jak i odległe. Do niedużej Danii poza Półwyspem Jutlandzkim - należy ich sporo, przy czym największa na świecie Grenlandia położona jest już daleko (najlepiej dostać się do niej z Islandii), a na niezwykle ciekawe Wyspy Owcze też trzeba lecieć samolotem z Kopenhagi ponad 2 godziny. Znacznie bliżej, bo niecałe 100 km od Polski, leży Bornholm (od wybrzeża kontynentalnej Danii dzieli go więcej, bo prawie 140 km), który coraz bardziej staje się popularny wśród naszych rodaków. I nic dziwnego, gdyż to urocza wyspa, na którą dostać się można katamaranem z Kołobrzegu (czasem też z Ustki lub Darłowa) bądź promem ze Świnoujścia. My wybraliśmy 3-godzinny rejs z Sassnitz na Rugii do Ronne dużym promem, zabierającym wszelkie pojazdy.

Trochę mniejszy od Madery, z zaledwie nieco ponad 40-tysięczną populacją, Bornholm miał burzliwą historię, a w XX w. przeżył okupację hitlerowską i radziecką. Znany ze śledzi (słynne bornholmery) dziś, m.in. w związku z kryzysem rybołówstwa na Bałtyku (i rygorystycznie przestrzeganymi kwotami połowowymi) coraz bardziej - obok tradycyjnego rolnictwa - stawia na turystykę. Nazywany niekiedy „Majorką północy” (choć ta - poza różnicami klimatycznymi jest od Bornholmu 6-krotnie większa) w niektórych przewodnikach amerykańskich został określony mianem „Najlepiej strzeżonej tajemnicy Europy”.

Śliczne małe miasteczka (wymienię jedynie Allinge-Sandvig, Gudhjem i Svaneke), puste piaszczyste plaże na południu wyspy i wszechobecne ścieżki rowerowe robią rzeczywiście wrażenie. A można dodatkowo wybrać się jeszcze na odrębny, maleńki archipelag Ertholmene (tzw. Wyspy Groszkowe, ze stu stałymi mieszkańcami na wysepkach Christianso i Frederikso), gdzie nawet wodę pitną dowozi się z Bornholmu. Nie zamierzam wszak mówić o skandynawskim „raju”, bo poważnym mankamentem są np. bardzo wysokie ceny.

W obie strony przejeżdżaliśmy przez największą wyspę Niemiec, czyli Rugię (prawie 2 razy przewyższa obszarem Bornholm), a w drodze powrotnej - również przez Uznam, z kolei drugą co do wielkości wyspę RFN. Obie one należą do landu Meklemburgia - Pomorze Przednie, a między nimi znajdują się dwa historyczne, z pięknymi starówkami, nieduże (nieco ponad 50 tys. osób) miasta hanzeatyckie: Stralsund i Greiifswald. W tym ostatnim funkcjonuje uniwersytet, niewiele młodszy od Jagiellońskiego. Ze Stralsundu na Rugię przerzucono nie tak dawno nowy most autostradowy (ponad 2 km, najdłuższy u naszego zachodniego sąsiada).

Przydaje się on wielu turystom odwiedzającym przylądek Kap Arkona, klifowe wybrzeża, czy kurorty Binz oraz Sellin. One mogą śmiało konkurować z częściej przez Polaków odwiedzanymi - bo położonymi bliżej, na Uznamie, atrakcyjnymi kąpieliskami: Zinowitz (znany też z turniejów szachowych), Bansin, Heringsdorf i Ahlbeck. Te ostatnie odwiedza bez porównania więcej osób niż muzea w Peenemuende, gdzie jeszcze przed II wojną światową prowadzono badania nad pociskami V-1 i V-2.

Rugię podbił kiedyś Bolesław Krzywousty, a prawie dwa stulecia należała też do Szwedów. Dla mnie ciekawsza była wszakże współczesność, szczególnie że za miesiąc (22 września) odbędą się wybory do niemieckiego Bundestagu. To właśnie w Stralsundzie zaczynała swą karierę Angela Merkel (dr fizyki w byłej NRD) - tu kandydowała po raz pierwszy w 1990 r. Ale, co mnie zaskoczyło, ślady kampanii wyborczej trudno było dostrzec. Stosunkowo niewiele plakatów i mało bilbordów. Wyróżniało się hasło CDU „Gemeinsam erfolgreich” („Skuteczni wspólnie”). W sumie temperatura polityczna wydawała się o wiele niższa niż np. przed referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy. To temat na inne opowiadanie, ale obawiam się, iż - o ile partia Wolnych Demokratów (FDP) przekroczy 5%-wy próg) - nad Renem nadal rządy będzie sprawować (zbliżona ideologicznie do polskiej) koalicja konserwatywno-liberalna.

Jedynie parę zdań o Polsce północno-zachodniej, w porównaniu do wyspiarskich, bałtyckich rejonów Danii i Niemiec. Gdy się wraca, to niestety wciąż widać znaczącą różnicę na naszą niekorzyść pod względem czystości. Ponadto nieprzebrane tłumy, nie tylko na plażach, w Świnoujściu czy Międzyzdrojach kontrastują z bez porównania mniej zatłoczonymi tamtejszymi miejscowościami. Lepiej jest natomiast w niedużych ośrodkach typu Pobierowo, Trzęsacz, czy Rewal. Ten kontrast był zapewne spotęgowany przez to, iż chodziło o okres „najdłuższego weekendu nowoczesnej Europy”, obejmującego połowę sierpnia.

Niezwykle pozytywne wrażenie wywiera natomiast pięknie położone w lasach, nad jeziorem Pile, w powiecie szczecineckim, Borne Sulinowo. Obrosło już ono swoistą legendą i ze względu na historię dawniejszą (baza i poligon III Rzeszy w Gross Born, na który kilkakrotnie przyjeżdżał Hitler, a następnie obóz jeniecki), ale także powojenną. To tu do października 1992 r. stacjonował kilkunastotysięczny kontyngent radziecki i śladów po nim jest wciąż dużo. Należy do nich m.in. tzw. willa Dubynina (byłego dowódcy Północnej Grupy Wojsk Radzieckich), którą dziesiątki lat wcześniej zajmował dowódca garnizonu niemieckiego. W tym 4,5-tysięcznym mieście (co ciekawe burmistrzem od lat jest tu kobieta) poza sezonem - jak mi mówiono - przebywa tylko połowa zameldowanej populacji. Trafiliśmy akurat na finał odbywającego się już od lat Międzynarodowego Zlotu „Gąsienice i podkowy”, który robi duże wrażenie, szczególnie ze względu na mrowie uczestników (rzeczywiście z wielu państw) oraz koloryt najróżniejszych pojazdów wojskowych.

Na koniec - nie tylko ze względu na niemieckie odniesienia - pragnę przytoczyć słabo znaną, a niebanalną myśl Johanna Wolfganga Goethego: „Nie podróżuje się po to, aby dotrzeć do celu, tylko żeby być w podróży”.

Tadeusz Iwiński

UWAGA: W związku z wprowadzeniem do polskiego porządku prawnego z dniem 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) z dnia 27 kwietnia 2016 r. nr 2018/679 (RODO) informujemy, że wyłączyliśmy możliwość komentowania artykułów w serwisie Olsztyn24. Wszystkie dotychczasowe komentarze wraz z danymi osobowymi komentujących zostały usunięte. Osoby chcące wypowiedzieć się na prezentowane na naszych łamach tematy zapraszamy do komentowania na naszym profilu facebookowym oraz kanale YouTube.
Olsztyn24