Olsztyn24

Olsztyn24
02:09
11 lutego 2026
Lucjana, Marii

szukaj

Ludzie

Polityka

Finanse

Inwestycje

Transport

Kultura

Teatr

Literatura

Wystawy

Muzyka

Film

Imprezy

Nauka

Oświata

Zdrowie

Bezpiecz.

Sport

Bez barier

Wypoczynek

Religia

NGO

BWA

MBpG

MWiM

MBP

WBP

T.Jaracza

Co?Gdzie?

Wideo

Galeria

Tadeusz Iwiński | 2013-05-06 21:19

Izrael i bliskowschodnie znaki zapytania

Olsztyn
 

Po raz drugi w ciągu minionego miesiąca, z niewielką delegacją Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, odwiedziłem krótko Izrael, w którym po niedawnych wyborach parlamentarnych wyłoniono nowy rząd kierowany ponownie przez premiera Beniamina Netanjahu (tzw. Bibi 3; pierwszy jego gabinet był w latach 1996-1999, zaś drugi od 2009 r.).

Odbywaliśmy za pierwszym razem rozmowy z całą czołówką polityków palestyńskich (łącznie z prezydentem Abbasem), nie tylko w Ramallah, lecz np. we wschodniej Jerozolimie, której przyszły los stanowi jedną z największych kości niezgody w mającym już 66-letnią historię konflikcie izraelsko-palestyńskim. Teraz skoncentrowaliśmy się na spotkaniach z nowo wybranymi władzami Izraela. Pod nieobecność 90-letniego (wciąż bardzo sprawnego) prezydenta Szimona Peresa (bawił z wizytą oficjalną w Watykanie i papież Franciszek przyjął zaproszenie do odwiedzenia Izraela) spotkaliśmy się z p. o. głowy państwa, nowym przewodniczącym Knessetu Yoelem Edelsteinem (w końcu lat 80. przybył tu, podobnie jak setki tysięcy Żydów, z byłego ZSRR) i z wieloma ministrami, m.in. z Tzipi Livni (niegdyś szefową dyplomacji, a teraz minister sprawiedliwości oraz główną negocjatorką w rozmowach izraelsko- palestyńskich, która przed laty ujawniła, iż pracowała dla Mosadu), Yakovem Peri (minister nauki i technologii, niegdyś szef legendarnego Szin Betu/Szabaku, czyli Służby Bezpieczeństwa Ogólnego) i wiceministrem spraw zagranicznych Zeev Elkinem (na czele resortu stoi na razie premier). Także z wieloma deputowanymi i miejscowymi analitykami.

Gdybym miał najkrócej określić sytuację w Izraelu, kraju bardzo nowoczesnym i demokratycznym, to powiedziałbym następująco-przypominając stare żydowskie przysłowie, iż „Do chleba znajdziesz zawsze właściwy nóż”. Nie jest wiadomo, czy ten najlepszy „nóż” się znajdzie i co do tego elita polityczna w Tel Avivie i Jerozolimie jest dość wyraźnie podzielona. W 120-osobowym Knessecie zasiadają przedstawiciele aż 18 partii (nie ma progu wyborczego), zaś koalicyjny rząd tworzą reprezentanci aż 4 ugrupowań.

Panuje zupełnie nowa sytuacja. Upływ czasu NIE działa na korzyść Izraela. Chodzi zwłaszcza o czynnik demograficzny, w relacjach społeczności żydowskiej z Palestyńczykami i całym 200-milionowym światem arabskim Niestabilność sytuacji w Egipcie (w okresie dyktatury Mubaraka to największe państwo arabskie było jednak w miarę przewidywalnym partnerem) oraz tragiczna wojna domowa w Syrii (rząd prezydenta Asada był podobnie pod wieloma względami także przewidywalny), stwarzają liczne nowe wyzwania. Dlatego rząd izraelski zachowuje dużą ostrożność w odniesieniu do działań rebeliantów syryjskich, obawiając się nadmiernego wpływu w ich szeregach sił ekstremizmu islamskiego, a nawet ugrupowań terrorystycznych.

Bodaj najwięcej obaw rodzi wszakże polityka Teheranu i rozwijany wciąż irański program nuklearny. Toczy się w Izraelu poważny wewnętrzny spór polityczny, czy w procesie wzbogacania uranu Iran przekroczył już „czerwoną linię”, o której mówił prezydent Obama, a także - stosunkowo niedawno w ONZ - sam premier Netanjahu, czy też nie. Gdyby uznano, że tak - Izrael mógłby nie cofnąć się przed atakiem lotniczym na ośrodki w Natanz i Fordo, co z kolei mogłoby wywołać trudne do oceny konsekwencje i grozić otwarciem swoistej „puszki Pandory”. Ale dziś sytuacja nie jest taka sama, jak w 1981 r., gdy lotnictwo izraelskie zbombardowało reaktor w Osiraku, w Iraku.

Wciąż naczelnym problemem do rozwiązania pozostaje kwestia utworzenia DWÓCH PAŃSTW na terenie historycznej Palestyny, co przewidywała uchwała ONZ z listopada 1947 r. 14 maja 1948 r. doszło do utworzenia państwa Izrael, ale nigdy nie powstała niepodległa Palestyna. Po kilku wojnach i zmieniających się konfiguracjach politycznych wiadomo, iż rzecz sprowadza się do rozstrzygnięcia t r z e c h kwestii. Po pierwsze - GRANIC PRZYSZŁEGO PAŃSTWA PALESTYŃSKIEGO. Kierownictwo Fatahu i Autonomii Palestyńskiej (obejmuje ona tzw. Zachodni Brzeg Jordanu) jest gotowe przystać na granice z 1967 r. (to zaledwie 22% terytorium historycznej Palestyny). Ale pozostaje sprawa pojednania między Hamasem, sprawującym władzę w strefie Gazy (współpracującym blisko z Iranem) a właśnie Fatahem, przeprowadzenia wspólnych wyborów itd. Palestyńczyków bodaj najbardziej boli ogromnie rozwijające się osadnictwo palestyńskie i łącznie 500 km murów, rozdzielających obie społeczności.

Drugim znakiem zapytania jest PRZYSZŁOŚĆ JEROZOLIMY. Wydaje się, iż jedynym rozwiązaniem jest to, aby wschodnia jej część stała się stolicą państwa palestyńskiego, a pozostała - stolicą Izraela. Przy czym całe to historyczne miasto powinno zostać jako swoiście otwarta metropolia, święte miasto 4 religii. Trzecia kwestia to LOSY UCHODŹCÓW PALESTYŃSKICH. Zapewne w większości nie będą oni mogli - z różnych powodów - wrócić na tereny Izraela czy nowo powstałego państwa palestyńskiego. Pozostaną (jako społeczność na ogół świetnie wykształcona) w krajach dotychczasowego pobytu, szczególnie w strefie Zatoki Perskiej.

Istotne pytanie jest wreszcie następujące - czy i kiedy należy wznowić rokowania izraelsko-palestyńskie. W dużym stopniu zmarnowano minione dwie dekady. Teraz bardzo zaangażowali się w ten proces Amerykanie, w tym prezydent Obama. Sekretarz Stanu John Kerry dużą część swojego czasu spędza ostatnio właśnie na Bliskim Wschodzie. Czy dojdzie do takich rozmów? Król Jordanii Abdullah II był w rozmowie z nami wielkim optymistą, dopuszczając nawet możliwość finalnego szczytu w USA jeszcze latem br., po uprzednich poufnych negocjacjach. W Izraelu nie brak otwartych przeciwników takiego wariantu, również w szeregach obecnego rządu. Ale wydają się oni jednak być W MNIEJSZOŚĆI. Także opinia społeczna opowiada się raczej ZA porozumieniem z Palestyńczykami (w proporcji 2:1). Być może trzeba będzie w tej materii przeprowadzić REFERENDUM. Taki scenariusz dopuścił niedawno sam Netanjahu.

Ale znaków zapytania wciąż nie brakuje. Albowiem - jak głosi moje ulubione powiedzenie arabskie - „WIELBŁĄD MA SWOJE PLANY, A POGANIACZ SWOJE”.

Tadeusz Iwiński

UWAGA: W związku z wprowadzeniem do polskiego porządku prawnego z dniem 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) z dnia 27 kwietnia 2016 r. nr 2018/679 (RODO) informujemy, że wyłączyliśmy możliwość komentowania artykułów w serwisie Olsztyn24. Wszystkie dotychczasowe komentarze wraz z danymi osobowymi komentujących zostały usunięte. Osoby chcące wypowiedzieć się na prezentowane na naszych łamach tematy zapraszamy do komentowania na naszym profilu facebookowym oraz kanale YouTube.
Olsztyn24