Jerzy Pantak | 2007-09-22 16:28
Solidarność, a władza 1980-1989
We wrześniu (24) 1980 roku ukonstytuował się Międzyzakładowy Komitet Założycielski NSZZ „Solidarność”. Niedawno w Olsztynie jego członkowie wspominali te czasy.
Należy wyjaśnić kulisy powstania związku, strajku w Olsztyńskich Zakładach Graficznych, bolesne kłopoty działaczy „Solidarności” po ogłoszeniu stanu wojennego oraz fenomen, mimo aresztowań, odrodzenia się z związku w 1988 roku. No i spisać jak najwięcej wspomnień.
To efekt wielogodzinnej dyskusji na temat „Solidarność, a władza 1980-1989”, jaka odbyła się w ostatni dzień sierpnia na Wydziale Humanistycznym UWM. Organizatorem spotkania była Delegatura Instytutu Pamięci Narodowej Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Olsztynie. Prowadził je prof. Norbert Kasparek, szef delegatury i jednocześnie dziekan wydziału. Przybyło na nie około 60 dawnych i obecnych działaczy związanych z ruchem „S”.
Profesor Kasparek, zagajając spotkanie stwierdził m.in., że na historię nie można patrzeć jednostronnie: - Nie negując materiałów SB, należy być ostrożnym, bo to efekty pracy lizusów władzy. W przeszłości takim lizusem był Gall Anonim. Wierząc bezgranicznie w dokumenty z teczek postępujemy tak, jakby oceniać małżeństwo tylko na podstawie rozprawy rozwodowej, w której partnerzy wzajemnie obwiniają się o upadek związku.
Oto niektóre wątki dyskusji w dużym skrócie.
Irena Telesz (w 1980 roku wiceprzewodnicząca Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ „S”): - Po raz kolejny prostuję kolejność powstawania komisji zakładowych niezależnych związków zawodowych: Biuro Projektów Budownictwa Komunalnego, Spomasz, PSTBRol i WPKM. Dyrektor teatru Krzysztof Rościszewski był od razu z nami. W KM PZPR ktoś powiedział: Dajcie mi tych z MKZ, to ich postawię pod ścianę, a I sekretarz KW PZPR Edmund Wojnowski na naradzie z aktywem stwierdził, że mu kaktus na dłoni wyrośnie, jak w województwie powstaną wolne związki. Komuś rósł kaktus i myśmy też rośli.
Andrzej Gierczak: - Jako pracownicy PKP szukaliśmy kontaktu ze strajkującymi w Gdańsku. Choć nas izolowano i straszono zarejestrowaliśmy swój KZ u ks. Jankowskiego już 3 września 1980 roku. Dopiero w październiku trafiliśmy na zebranie w WPKM w Olsztynie.
Michał Powroźny: - Ze wspomnień Zbyszka Przewłockiego (które odczytał - przyp. JP) wynika, że strajkujący robotnicy bali się wkroczenia do akcji szkół milicyjnych.
Mecenas Józef Lubieniecki: - Konflikt z władzą był niebywały. Oni próbowali nas izolować, tworząc konkurencję w postaci niezależnych związków, tzw. branżowych. Powstały takie m.in. w Nadleśnictwie Wichrowo i w OZOS. Traktowali nas jednakowo.
Wiesław Brycki (b. przewodniczący Zarządu Regionu „S”, wcześniej w komisji interwencyjnej, internowany): - Z tego powodu mieliśmy kłopoty z dotarciem do załogi Stomilu z naszymi postulatami.
Były dyrektor WPKM Stefan Ruchlewicz: - Jakże mało wiemy o tamtych czasach. Nawet w wydawnictwie „100 lat komunikacji w Olsztynie jest zdjęcie jedynego kierowcy, który wtedy nie strajkował. A moim zdaniem, wiele strajków w kraju inspirowały wtedy służby specjalne.
Senator Jerzy Szmit: - O sytuacji w kraju więcej dowiedziałem się wtedy z gazet w Krakowie, gdzie byłem na studenckiej praktyce, niż w Olsztynie. Niezależną organizację studencką (późniejszy NZS) w Kortowie zakładałem z kolegami z 5. roku Wydziału Technologii Żywności. I choć było nas niewielu, potrafiliśmy wpłynąć na całe środowisko.
Red. Jerzy Socha (redagował m.in. biuletyn „Rezonans”): - Nie zrozumie się tamtych czasów bez analizy akt SB. Tajni współpracownicy byli również wśród działaczy „S”. Szkoda, że praca doktorska na ten temat powstała w Białymstoku, a nie w Olsztynie. Czy mieliście świadomość, że władza was prowokuje i osacza?
J. Lubieniecki: - Ta praca to kompromitacja, bo autorka nie analizuje dokumentów, tylko je bezkrytycznie przepisuje. To naiwność. A my nie byliśmy naiwni. Mam bogate archiwum, nie wiem komu je oddać, bo obecny ZR nim się nie interesuje.
S. Ruchlewicz: - Nie dyskredytowałbym tej pracy, bo z mojego doświadczenia wiem, że gdybym nie prostował niektórych posunięć „mojego” przewodniczącego związku, to „S” doznałaby większych szkód od władzy.
Stefan Śnieżko (prokurator, b. senator,): - W prokuraturze wojewódzkiej „S” stworzyli członkowie POP, to zaprzecza tezie, że wszyscy członkowie PZPR to byli źli ludzie.
W. Brycki: - Lech Wałęsa witał nas żartobliwie: „O, przyjechał czerwony MKZ”.
J. Lubieniecki: - Śnieżko, Lechowski i ja byliśmy w PZPR i ze znaczkami „S” chodziliśmy na partyjne zebrania. Nie było lepszej propagandy związku. Trzej ludzie przewodzili wtedy władzy: sekretarz Wojnowski, prokurator Poznysz i płk MO Dudek. Ale za nimi stał tajemniczy tow. Budny z KW PZPR. Kto to był? Ja chciałbym poznać wszystkie akta, poznać kto był tajnym współpracownikiem SB. Zainteresowani powinni to wiedzieć. IPN powinien dostać wsparcie na takie badania.
J. Socha: - Dlaczego tyle obszarów nie jest zbadanych?
Prof. Kasparek: - Bo promotorem takich prac naukowych w Olsztynie może być tylko osoba, która w tamtych czasach była po stronie władzy. A archiwum TW jest w Białymstoku.
J. Szmit: - Niestety, ustawa lustracyjna została źle przygotowana, właściwie jej nie ma. A wpływ na to miały trzy „sztandarowe” postaci dawnej „S”...
UWAGA: W związku z wprowadzeniem do polskiego porządku prawnego z dniem 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) z dnia 27 kwietnia 2016 r. nr 2018/679 (RODO) informujemy, że wyłączyliśmy możliwość komentowania artykułów w serwisie Olsztyn24. Wszystkie dotychczasowe komentarze wraz z danymi osobowymi komentujących zostały usunięte.
Osoby chcące wypowiedzieć się na prezentowane na naszych łamach tematy zapraszamy do komentowania na naszym profilu facebookowym oraz kanale YouTube.