Olsztyn24

Olsztyn24
14:55
12 lutego 2026
Eulalii, Modesta

szukaj

Ludzie

Polityka

Finanse

Inwestycje

Transport

Kultura

Teatr

Literatura

Wystawy

Muzyka

Film

Imprezy

Nauka

Oświata

Zdrowie

Bezpiecz.

Sport

Bez barier

Wypoczynek

Religia

NGO

BWA

MBpG

MWiM

MBP

WBP

T.Jaracza

Co?Gdzie?

Wideo

Galeria

Jerzy Pantak | 2007-12-22 10:30

Rybka lubi pływać (1)

Olsztyn
Warlity Wielkie - staw zimą | Więcej zdjęć »

Rybka lubi pływać, mawia znajomy pożądliwie spoglądając na butelkę. Ale o rybach praktycznie nic nie wie. O ich jedzeniu przypomina sobie dopiero na Gwiazdkę.

Polacy jedzą mało ryb - 11 kg na osobę rocznie (morskich i słodkowodnych razem), czyli o połowę mniej niż średnio w UE i o około 35 proc. mniej niż w świecie. W przeciwieństwie do naszych chrześcijańskich przodków, którzy w wiekach XI-XV, czyli „rybnej erze Europy” spożywali je aż 250 razy w roku - tyle było dni postnych, czyli rybnych. Do naszych czasów przetrwał tylko - nie licząc przedwielkanocnego postu - rybny piątek oraz odchodzący w zapomnienie „bezmięsny poniedziałek”.

W rybach rozsmakowali się już Neandertalczycy osiem tysięcy lat temu. Potem były stałym pożywieniem plemion osiadłych, dostępnym o każdej porze roku. Słowianie, żyjący nad rzekami i jeziorami, szczególnie je cenili, więc nic dziwnego, że ranga ryb, jako pożywienia, wzrosła z nastaniem chrześcijaństwa. Najstarszy zapis o rybach na terenach Warmii i Mazur, czyli ówczesnym kraju Estów, pochodzi z 890 roku w zapisach podróżników z... Wysp Brytyjskich. Wedle nich była to kraina obfitująca w miód i ryby.

Ciekawe, ile wtedy było gatunków, bo obecnie w naszych polskich wodach mamy ich 54 - 35 w jeziorach i 19 w rzekach (oczywiście niektóre bytują i tu, i tu). Kilka gatunków hoduje się w stawach - także wytrzebionego już w naturalnych wodach jesiotra zachodniego, choć to już inny gatunek, bester, mieszaniec czarnomorskiej bieługi ze sterletem/czeczugą, zasiedlającą jeszcze dorzecze Dźwiny. „Nasz&” jesiotr zachodni - objęty w Polsce ochroną od 1932 roku, ostatni raz był widziany w Wiśle 40 lat temu. Rzadki w naturze jest łosoś i troć wędrowna, na szczęście widziana jeszcze w Drwęcy, Łynie i Pasłęce - ale to głównie dzięki sztucznemu rozrodowi i zarybianiu: tak przez PZW jak i państwo. Nie wspominam tu gatunków obcych naszej ichtiofaunie, różnych sumów afrykańskich, baasa wielkogębowego (okoniopstrąga) i słonecznego, pelugi, obu tołpyg, amura.

W Polsce zaczęto hodować niektóre gatunki (karp, karaś, lin) w stawach i sadzawkach, głównie przyklasztornych już w XI wieku. Wśród mnichów byli najlepsi fachowcy od sypania stawów i chowu ryb, klasztory utrzymywały własnych rybaków. Kościół otrzymywał też od poddanych ryby w naturze, jako dziesięcinę lub stałą daninę (w cztery dni postne) w zamian za prawo połowu ryb w jego dobrach. Mnisi pisali pierwsze rybackie podręczniki.

O rybach pisali też poeci, np. Jan Kochanowski:

... a to wszytko bogactwo, kto się stawy dobił: Lepiej się tym, niż złotym łańcuchem ozdobił.

lub Wacław Potocki:

Słał ksiądz klechę na ryby, ten mu się wymierza,
że mu nigdy nie chce wpaść żadna do wiencierza,
A ksiądz rzecze, gdzie nie masz podobieństwu rybie,
Niźli na wielkiej toni prędzej ją człek zdybie,...


W XIII wieku powstały, istniejące do dziś, wielkie gospodarstwa stawowe w dolinie Baryczy, w pobliżu Milicza, Żmigrodu i Przygodzic oraz w okolicach Oświęcimia i Zatora, dorzecza środkowej Bzury (np. Łyszkowice). Do dzisiaj jest to polskie „zagłębie” karpiowe. We włościach szlacheckich moda na stawy powstała dopiero w XV i XVI wieku. Wtedy nawet łatwiej się było ożenić, mając stawy, bo przynosiły duże zyski. Najbardziej ceniono okolice, gdzie był dostatek „ryb, grzybów, łąki i mąki”, bo „wedle młyna grobla”, czyli staw.

Niestety, wojny w XVII wieku zniweczyły dotychczasowy dorobek: zarówno stawy, jak i narzędzia połowu. Ponadto poczęto uważać, że ryby nie dają wojakom .... tężyzny fizycznej.

Mimo to w naszym języku przetrwały stare nazwy narzędzi do połowu ryb (a w praktyce także same narzędzia): oścień - kij zakończony ostrzem o „widelcowatym” kształcie, wiersza - stawna pułapka z wikliny lub rogożyny, niewód - duża sieć ciągniona pod lodem, jaz - wiklinowa tama na rzekach i strumieniach, więcierz - pułapkowa sieć ze skrzydłami, protoplasta współczesnych żaków, brodnia - niewielka siatka rozpięta na dwóch kijach) i kłoń inaczej kłomla (zwłaszcza na Polesiu) - przenośna sieć workowata rozpięta na ramie. Niektóre z nich (np. oścień i kłomla) są w ogóle zabronione, innych (np. niewód, więcierz) mogą używać tylko zawodowi rybacy.

Aż do XIX wieku w codziennym menu Polaków dominowały ryby z wód otwartych: rzek i jezior, zwłaszcza szczupak. Zwany był nawet narodową rybą. „U szczupaka ogon, u karpia głowa najprzedniejsza”, mawiali nasi przodkowie aż do końca europejskiej „ery rybnej” w XVI wieku, kiedy zaprzestali zajmować się rybami słodkowodnymi, bo polubili mięso innych zwierząt.

Drugie miejsce na stołach dawnych Polaków zajmował jednak morski śledź, dopiero trzecie karp. Jadano też dużo karasi i piskorzy, łowionych w sadzawkach, rzeczkach i bagienkach. Stąd o drobnej szlachcie z Podlasia mówiono, że to „karaski”. Lasek, piasek, karaski, nasz szlachcic podlaski - brzmi znane przysłowie. Ryby z mokradeł i rzeczek były podstawą chłopskiego jedzenia na przednówku w dorzeczu niedalekiej od nas Wkry: „gdyby nie ryby i raki, zginęliby Bieżuniaki”.

Kurpiów lub szlachtę spod Łowicza nazywano zaś „piskorzami”. Piskorz (wiun) kolorowa, nieduża zwinna rybka o wężowatym kształcie, był zresztą nie tylko dobrym pokarmem, lecz służył na Mazowszu do smażenia innych potraw, zamiast masła czy smalcu, a na Polesiu (zwłaszcza Pińszczyźnie) za ... świece - taki jest tłusty.

O ile hodowla stawowa dawała pewność, o tyle połowy z wód otwartych wahały się, bo wymagały trudu. Ale i one malały wskutek zmian cywilizacyjnych - melioracje, przetwórstwo lnu i konopi, zrzuty z gorzelni i foluszy, wreszcie zwykłe przełowienie. Pewnie dlatego w XIV wieku pojawiły się pierwsze zakazy połowów, np. w przywileju dla Fromborka zakazano używania kajtli, drobnooczkowych sieci ciągnionych używanych do połowu węgorzy w Zalewie Wiślanym i Zatoce Gdańskiej, a rybakom z Tolkmicka zabroniono straszenia ryb w celu napędzania ich w sieci.

Mimo to rybaczący chłopi i wolni rybacy w niektórych okolicach musieli dawać spore podatki za prawo połowu. Np. z jazów na rzece Kaczy koło Gdyni danina wynosiła w XIX wieku 300 łososi.

Przez wieki rybami zajadali się Żydzi, bo mieli religijny nakaz ich jedzenia (pokarm koszerny) raz w tygodniu, zazwyczaj w szabas. A ponieważ do połowy XX wieku stanowili połowę mieszkańców naszych miasteczek, więc zajmowali się połowem ryb i handlowali nimi. I to im zawdzięczamy wiele przepisów naszej kuchni, bo kto nie zna karpia lub szczupaka „po żydowsku”, ten dużo stracił.

Ryby (każde: morskie i słodkowodne, z rzek i stawów) polecałbym nie tylko na święta, nie tylko w dni postne i nie tylko chorym, lecz i odchudzającym się - bo nie tuczą. Ba, w XVII i XVIII wieku nawet sam Kościół zalecał odchodzenie od postnego, rybnego jadła.

Papież wydał biskupowi płockiemu już w 1505 roku zezwolenie na jedzenie mięsa w środy. W ślad za tym poszedł król Zygmunt August, na co miała wpływ reformacja.

Przywołajmy znów Potockiego:

... Kiedy, sprzykrzywszy ryby, karpie, szczuki, śledzie
całego by wołu zjadł na jednym obiedzie.
Nie lepszy był „nasz” Ignacy Krasicki:
Nie zmyśli tego żadna zabobonność wściekła,
Bym ja w piątek na wole zajechał do piekła,
A waść miał na szczupaku dostać się do nieba.


Dzisiaj nikt rozsądny nie zakwestionuje wysokich walorów odżywczych ryb. Doskonałe, lekkostrawne białko, bogactwo witamin A, D i E u ryb tłustych i z grupy B u chudych. Zwłaszcza witaminy B12 jest 4 razy więcej niż w wołowinie i 5 razy więcej niż w wieprzowinie. Do tego znaczne ilości składników mineralnych. Przeciętnie w 100 g mięsa ryb znajduje się 370-1110 mg fosforu, 100-300 mg siarki, 20-500 mg chloru, 25-710 mg potasu, 25-620 mg sodu, 10-230 mg magnezu, 5-750 mg wapnia i 0,01-50 mg żelaza. Ponadto w mięsie ryb znajduje się sporo niezbędnych mikroelementów, m.in. cynku, miedzi, manganu i jodu. Pod względem zawartości niektórych składników mineralnych ryby znacznie przewyższają inne surowce. Na przykład, średnia zawartość wapnia w tuszach ryb (z ośćmi) jest prawie 10-krotnie wyższa niż w wołowinie.

Szczególnie ważne właściwości ryb, jako surowca do dalszego przetwarzania, sprawiają, że jest to pokarm dla każdego. Smażone, pieczone, gotowane, w filetach i dzwonkach, wędzone i suszone, w pastach i sałatkach powinny być codziennie na naszych stołach.

Wysokie walory odżywcze surowców rybnych oraz obecność substancji bioaktywnych o właściwościach prozdrowotnych sprawiły, że z ryb wyrabia się np. kiełbasy, chrupki, chipsy, aromatyzowane paluszki, paszteciki i pasztety. (cdn)

Z D J Ę C I A
Olsztyn
Olsztyn
Olsztyn
Olsztyn
Olsztyn
Olsztyn
UWAGA: W związku z wprowadzeniem do polskiego porządku prawnego z dniem 25 maja 2018 r. Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) z dnia 27 kwietnia 2016 r. nr 2018/679 (RODO) informujemy, że wyłączyliśmy możliwość komentowania artykułów w serwisie Olsztyn24. Wszystkie dotychczasowe komentarze wraz z danymi osobowymi komentujących zostały usunięte. Osoby chcące wypowiedzieć się na prezentowane na naszych łamach tematy zapraszamy do komentowania na naszym profilu facebookowym oraz kanale YouTube.
Olsztyn24